Read English Version
See Pictures

Dzisiejszy post powstał w ramach wiosennego projektu Klub Polki Na Obczyźnie, w którym to piszemy o swoich doświadczeniach z pierwszych dni na emigracji. Z ciekawością czytałam wpisy pozostałych. Ile osób, tyle historii. Przyszedł i czas na mnie.

Chciałabym opisać dwa momenty. Ten, kiedy to pierwszy raz postawiłam nogi na kanadyjskiej ziemi i nie przypuszczałam, że stanie się ona moim domem. I kolejny, kiedy to przyleciałam któryś już raz z kolei, ale z myślą, że zaczynam nowe życie.

 

Ten pierwszy raz, wszystko było „pierwsze”. Bardzo chciałam tej podróży, byłam więc mocno podekscytowana, ale też pełna obaw, czy sobie poradzę. Jednak zdecydowanie radość z tego, że spełniam swoje marzenie, była dużo silniejsza. Pierwszy samodzielny lot, pierwszy na inny kontynent, pierwsza rozmowa z urzędnikiem na lotnisku. W czasie lotu zgadałam się z dwiema kobietami, które też leciały pierwszy raz, więc było nam zdecydowanie raźniej. Kiedy odebrałam bagaże i wyszłam do pomieszczenia, gdzie spory tłum oczekiwał swoich bliskich, zaczęłam się mocno rozglądać i kiedy wypatrzyłam mężczyznę, do którego przyleciałam i za którym tęskniłam, poczułam się szczęśliwa. Dokonałam tego, czego chciałam od bardzo dawna. To uczucie spełnienia sprawiło z pewnością, że niebo było bardziej niebieskie i świat był wspaniały tego dnia. Wielopasmowe autostrady, ogromne miasto i takie zwyczajne, codzienne rzeczy (jak np. ogromne pick-upy), które kojarzyłam tylko z filmów, przyprawiały mnie o lekki zawrót głowy. Uśmiecham się do samej siebie z tej chwili.

To nie był koniec serii „pierwszych momentów”. Mój przyjaciel poinformował mnie, że zakupił w Toronto właśnie pick-upa, tak więc zostałam postawiona przed faktem, że muszę wsiąść za kierownicę samochodu, którym przyjechał, i samodzielnie ruszyć w kilkugodzinną podróż na północ. Nie miałam telefonu, nie miałam GPSa ani mapy, dostalam tylko walkie-talkie, które umożliwiło nam konieczny kontakt podczas podróży. Kiedy to po 2 czy 3 godzinach wjechałam na teren parku prowincjonalnego, była już noc.  Wyciskałam poty z kierownicy w obawie, że na drogę wyskoczy mi jakiś niedźwiedź lub wilk. Drzewa też nabrały dziwnych kształtów jak z horroru. Wyobraźnia mi pracowała. Ta podróż przez las wydawała mi się nie mieć końca. Sarny nagle wybiegły na drogę i serce biło mi dużo szybciej. Jednak dotarliśmy bezpiecznie. Kiedy wysiadłam z samochodu, rozprostowałam nogi i w całkowitych ciemnościach usłyszałam Ciszę. Ciszę, która koi. Spojrzałam w niebo i pierwszy raz w życiu widziałam tyle gwiazd.

Później pierwszy raz obudził mnie śpiew lelka krzykliwego (bez którego teraz dziwnie się budzi i zasypia).  Wyszłam na taras, by zobaczyć- to, czego nie byłam w stanie dojrzeć nocą. Polana, las, droga. W kolejne dni pierwszy raz jeździłam quadem, pierwszy raz prowadziłam motorówkę, pierwszy raz jadłam dziczyznę, homary, pierwszy raz łowiłam ryby i pierwszy raz biegałam z bronią po lesie.  Z pewnością było tego więcej. Wróciłam potem do Kanady na dłużej. Jednak wciąż nie była to emigracja.

 

Pierwsze dni emigracji były inne. Leciałam do mojego narzeczonego, którego nie widziałam pół roku. Leciałam z całą moją najbliższą rodziną na mój ślub. Zostawiałam za sobą polskie życie i wypłakane łzy,ale  w tym momencie we mnie była tylko burza emocji przedślubnych, radość ze spotkania i z tego, że wszyscy są razem. Moja rodzina przeżywała to, co ja wcześniej tzn. ich „pierwsze doświadczenia”. Bawiliśmy się dnie i noce, spędzaliśmy ze sobą czas, który był nam jeszcze dany. Po tygodniu od przylotu założyłam przywiezioną z Polski białą sukienkę i powiedziałam „tak” ukochanemu. Usłyszałam tego dnia jego słowa, że dziękuje mi za moją odwagę i chęć przygody, dzięki którym możemy teraz być razem.

Kilka dni później moja rodzina wróciła do Polski. I to był jeden z najtrudniejszych dni na emigracji. Później było tylko lepiej. Zaczęłam budować moje nowe, kanadyjskie, małżeńskie życie.

20160606_075009

P1020126

P1040632

received_1730276450530439

NAT_0124

 

 

Today’s post was created as a part of the spring project of Klub Polki na Obczyźnie (It is a club, which unites polish women and a man living outside of Poland and who want to deliver information about different countries). The project requires us to write about our first days in a new country. I read so many stories from so many people that were very interesting. Now it is my turn.

I would like to write about two moments. First was when I stood on Canadian ground for the first time and I didn’t expect that it would become my home. The second was when I came and knew that this time I was starting a new life.

During the first time, everything was my first. I was very excited about this trip but at the same time I was afraid that I might not do well. However, the feeling of joy that I was making my dream come true was much more intense. It was the first flight by myself, the first flight to a different continent, the first conversation with an officer from the Canada Border Service Agency. During the flight I met two women who were flying for first time just like me. It was nice for us talk together. When I collected my baggage and came to the arrivals lounge, I started to look for the man, who I missed so very much. When I saw him, I felt happy. I did what I really wanted to do for a long time. I guess the feeling that I just fulfilled a dream made the sky seem more blue for me and the world was a really beautiful this day.

Multiple lane highways, a big city and ordinary things (like trucks on streets) reminded me of the different things I’ve seen in the movies. I smile to myself from time to time thinking about how I was at that time.

It wasn’t the end of my series of “firsts”. My friend told me that he just bought a truck in Toronto, so I didn’t have choice and I had to drive his car (which he used for picking me up) for a few hours north to his home. I didn’t have a phone, GPS or map, so I got a walkie-talkie from him, which allowed us to have the necessary contact during our trip. After 2 or 3 hours we drove into a provincial park, at which time it was already dark. I squeezed the steering wheel, because I was scared that a bear or wolf or moose might jump onto the road. The trees at night changed into weird shapes like from a horror movie. It was only my imagination. The trip through the forest seemed to be endless. In the end, some deer jumped in front of me on the road and my heart beat faster. Fortunately we arrived safely. When I got out of the car I heard the silence. The kind of silence which gives relief and it was totally dark  there. When I looked up I saw more stars than I’ve ever seen in my life.

The next day was the first time I was woken up by a bird called a whippoorwill (It is strange now to wake up or go to sleep without this sound) I went out in the morning to see what was around. The forest, the our yard and the road. In the next days I went four wheeling, driving a motorboat, fishing and walking with a gun in the bush for the first time. I even shot a pumpkin, to learn how to operate a gun. I ate wild game and lobster for the first time. These are only some of the experiences that I had. Later I came back to Canada, but it still wasn’t my immigration.

First days of immigration were different. I flew to my fiancé, who I didn’t see for a half a year. I flew with all my family for my wedding. I left behind my Polish life and with it, I left my tears. Now in this moment I had many wedding emotions. I was very happy that we will see each other again and this time we will be  together with my family. My family had their “first experience” in Canada. We had many fun days and nights and we enjoyed our time together.

One week later I put my Polish wedding dress on and I said “yes” to my beloved man. I heard him on this day when he thanked me for my courage and sense of adventure, which made this possible for us.

 

A few days later my family went back to Poland. It was one of my most difficult emigration days. In the coming days it only got better. I started to build my new Canadian life and marriage.

 

Reklamy