Read English Version
View Pictures

Pow- wow

Wróciłam pamięcią do pewnego sierpniowego dnia, kiedy to moi znajomi powiedzieli mi, że zbliża się coroczne święto Indian z plemienia Pikwakanagan z pobliskiego rezerwatu. Miałam okazję uczestniczyć w tym wydarzeniu. Byłam podekscytowana, ponieważ rdzenni mieszkańcy i ich kultura to coś bardzo odmiennego dla Europejczyka. Nieznane i intrygujące. Pow- wow jest to swego rodzaju zjazd plemienny, gdzie odbywają się między innymi zbiorowe tańce i śpiewy również o charakterze duchowym. Ludność indiańska- w tradycyjnych strojach bierze udział w kolorowym tanecznym pochodzie- przy rytmicznych dźwiękach bębnów i śpiewie.

Z zaciekawieniem obserowowalam kolorowe stroje, skórzane dodatki, pióropusze, rekwizyty, a czasem nawet pomalowane twarze. Wszyscy poruszali się zgodnie ze wskazówkami zegara, a bębniarze znajdowali się pośrodku. Uderzenia bębnów i jednostajny śpiew sprawiał, że miałam wrażenie, że krew pulsuje mi w tym samym rytmie.

Goście mogli przyłączyć się do tańca, jednak ich udział był ograniczony. Zaproszeni mogli się jedynie przyglądać tanecznym pląsom, które były formą modlitwy, oddaniem czci stwórcy i przeszłym pokoleniom oraz podziękowaniem za dary ziemi. W tym czasie nie można było robić zdjęć.

Oprócz głównej parady, atrakcją była również możliwość skosztowania tradycyjnej indiańskiej kuchni. Stoiska pełne były przysmaków takich jak hamburgery z niedźwiedzia czy steki z bizona, albo bannock (rodzaj placka tradycyjnie pieczonego nad ogniem), który był podawany z owocami. Skusiłam się na deser. Bannock jest warty spróbowania. Rozglądając się dookoła, podziwiałam dzieła rzemiosła i z zaciekawieniem czytalam informacje o naturalnych kosmetykach czy mieszankach ziół. Można było również zakupić indiańskie wyroby, jak np. buty zimowe ze skóry bizona, maści z niedźwiedziego sadła, biżuterię itp. Niestety nie kupowałam zimowych ubrań czy kremów. Nie mogę więc ocenić, czy rzeczywiście spełniają swoje rolę i czy są warte polecenia. Nie wiem, czy skórzane buty byłyby tak samo dobre jak te ze spacjalnego tworzywa, przeznaczone na temperatury poniżej -40 stopni Celsjusza. Nie wiem też, czy niedźwiedzie sadło rzeczywiście pomaga jak Zbyszkowi z Bogdańca. Może następnym będę mogła powiedzieć Wam więcej.

W każdym razie był to wyjątkowy dzień. Ten namacalny kontakt z zupełnie inną kulturą był dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem.

wp-1486829922914.jpg

wp-1486827165394.jpg wp-1486827138220.jpg wp-1486827118861.jpg wp-1486826758275.jpg wp-1486826486933.jpg wp-1486825827346.jpg wp-1486827198973.jpg wp-1486827202900.jpg

Pow-wow

I look back to a day in August of last year, when my friends told me that the annual Pikwakanagan’s First Nation celebration is approaching. It was in a reservation not too far away and I had an opportunity to participate in this event. I was excited, because First Nations and their culture is something totally different and unique for Europeans. Unknown and intriguing.

A pow-wow is a kind of tribal gathering where dancing and singing in a spiritual nature take place. Native people are dressed in traditional clothing and take part in a colourful dance parade with a rhythmical sound of drums and singing. I looked with interest at colourful costumes, leather accessories, war bonnets, spiritual props and sometimes even painted faces. Everyone moved clockwise and drummers sat in the middle. Drumbeating and steady singing made me feel that my blood was pulsating with the same rhythm.

Visitors could join the dance, but their part in that was restricted. Invited people could only watch the dance, which was a form of prayer, honouring the creator, ancestry and acknowledgement of the fruits of the earth. At that time, taking pictures was forbidden.

Other than the main parade, there were different attractions such as tasting traditional native foods. Booths were full of delicacies such as bear hamburger, bison steaks or bannock (it is a flat sweet Indian bread, made in a traditional way by cooking over a bonfire), which was served with fruits. I couldn’t handle just looking at this delicious looking food. So I gave in and tried it. Bannock is worth tasting.

I looked around and I admired the crafts and I read interesting information about natural cosmetics and herbal mixtures. One could buy Indian goods like bison leather boots, bear grease cream, jewellery etc. I didn’t buy any clothes or creams, so I can’t say if they really fulfil their function and if they are recommendable. I don’t know if leather boots could be good as well as boots made from special kinds of materials, which is destined for temperatures below – 40 degrees. I don’t know if bear grease is really helpful like it was for Zbyszko z Bogdańca (He is a fictional character from the polish novel “Krzyżacy” by H. Sienkiewicz. Bear grease was a medication, which helped him to heal, when he was shot by an arrow in his body). Maybe next time I will be able to tell you more.

Anyway it was an exceptional day. It was a very interesting experience to have substantial contact with a totally different culture.

 

 

 

Reklamy