Mówiąc o zwyczajach, nie chcę generalizować. Kanada jest rozległa i wielokulturowa. Mówi się „co kraj, to obyczaj”, więc tutaj ze względu na ogromną różnorodność można by właściwie powiedzieć co dom, to obyczaj.

Jednak pewne sytuacje są na tyle częste, że odbieram je jako schemat. To, co widzę, konfrontuję tylko z tym, co sama znałam i co z kolei wydaje mi się polskie.

Nie ma suto zastawionych stołów, których nogi uginają się od nadmiaru półmisków. Rzadko widać porcelanę i piękne dekoracje. Z początku szokował mnie świąteczny obiad na papierowych talerzach. W dobrym stylu jest tutaj przyjście w odwiedziny z własnym napojem dla siebie, co w bliskich relacjach owocuje pozostawianiem w lodówce u znajomych, krewnych większej ilości trunków „na później”. Jednak jeśli czegoś zabraknie, można swobodnie korzystać z napojów innych osób. Nie raz słyszałam pytanie sprzed drzwi otwartej lodówki: „Na czyje piwo masz ochotę?”.

Nie ma wyznaczania godziny, a na przyjęcie gości gospodarz jest gotowy w każdej chwili. Odwiedzający pojawiają się dużo wcześniej, niż w moim polskim przekonaniu by wypadało. Trochę czasu zajęło mi przyzwyczajanie się do faktu, że jeśli kogoś zaproszę na kolację, to mogę się go spodziewać już w południe. Goście po prostu spędzają wspólnie czas, przygotowują jedzenie razem, przychodzą czasem ze swoim przyrządzonym daniem ciastem lub przekąską (potluck). Cała oprawa wokół ma marginalne znaczenie.

Jest coś, co polubiłam w tym sposobie goszczenia. Nikt się nie spieszy, mamy czas dla siebie i nie jest najważniejsze „jak”.

Letnie biesiady często są przy ognisku w przyjemnej scenerii. Ze względu na to, że jesteśmy otoczeni przez jeziora, czasem goście docierają na spotkanie, płynąc z drugiego brzegu wpław lub łódką.  Zimą natomiast, jeśli niskie temperatury utrzymują się przez dłuższy czas, są dostępne skróty dla samochodów (lub skuterów śnieżnych) przez zamarznięte zbiorniki wodne.

papierowe świąteczne talerze 😉
Reklamy