Niedawno przeżyłam prawdziwą przygodę. Polowanie na kaczki.

Pierwsza i najważniejsza sprawa, czyli ubiór. Mimo że stereotypy co do kanadyjskiej pogody i wiecznej zimy nie są w 100 % prawdą, to jednak to już był listopad. Czekało mnie kilka godzin siedzenia w zaroślach. Wydawało mi się, że mój mąż jednak trochę przesadza, ubierając mnie w trzy pary spodni i dwie kurtki, ponieważ temperatura była powyżej zera. Jednak uznałam jego stwierdzenie, że zawsze mogę jakąś warstwę z siebie zdjąć, za słuszne. To był też moment na wypróbowanie moich nowych zimowych butów. Mój mąż założył dwie pary! Nie uwierzyłabym, gdybym nie widziała na własne oczy. Pierwsze trapery, drugie nieprzemakalne. Kolejnym istotnym elementem ubioru na każdym polowaniu jest kamuflaż. W związku z czym, warstwa wierzchnia spodni i kurtek jest w kolorze lasu, nadto czapka i bandanka tak samo. Widać mi było jedynie oczy.

Polowanie na kaczki można zacząć pół godziny przed wschodem słońca i trzeba zakończyć najpóźniej pół godziny po zachodzie. W związku z czym musieliśmy wstać nocą i w całkowitych ciemnościach dostać się do naszej kryjówki, by o wschodzie słońca być gotowym na atak. Miejsce docelowe znajdowało się na skrawku ziemi, do którego nie sposób dostać się lądem, tak więc musieliśmy przeprawić się łódką przez rzekę. Zatrzymaliśmy pick-upa w lesie, czekaliśmy na znajomego, który przyjechał kilka minut później na quadzie, ciągnąc za sobą łódkę. W nocy w totalnych ciemnościach, jedynie z latarkami czołówkami, wprowadzaliśmy łódź do rzeki i zapakowaliśmy się do niej sami, co było też nie lada wyzwaniem, bo łódź po brzegi załadowana była bałwankami (tzn. sztucznymi kaczkami), siatkami imitującymi trawę itd. Udało się i wyznaczając drogę latarką, omijając wodorosty, zmierzaliśmy do celu. Powrzucaliśmy bałwanki do wody i udaliśmy się do naszego naziemnego stanowiska. Okazało się ono całkiem przyjemnym miejscem, zaszytym między gałęziami i liśćmi, gdzie można było wygodnie usiąść, wypić kawę i zjeść śniadanie. Czekaliśmy na wschód słońca.

W końcu nadszedł ten wyczekiwany moment, odgłos „przecinania” powietrza skrzydłami postawił chłopaków w stan gotowości i zaczęli nawoływać kaczki wabikami (niewielkimi rurkami, które ułatwiają wydobywanie kaczych dźwięków, a co za tym idzie- dialog). Ta sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie w odstępach czasu ok. 20 min, jednak kaczki nie były zainteresowane śniadaniem w bliskiej odległości od nas. Chłopacy próbowali się jeszcze podczołgiwać pod miejsca, gdzie kilka z nich lądowało. Niestety nie przyniosło to rezultatów, bo były zdecydowanie za daleko. No cóż, tym razem się nie udało, wróciliśmy z pustymi rękoma. Jednak ja byłam bardo zadowolona. Oprócz zdjęć rzeki o wchodzie słońca, doświadczyłam czegoś nowego i byłam częścią przygody. Poczułam się jak dziecko, kiedy to budowałam bazy w krzakach z dzieciakami z sąsiedztwa.

Nadto moje nowe buty zdały egzamin na nieprzemakalność! Mimo brodzenia w rzece, nogi pozostały suche.

nasza kryjówka
Nasza kryjówka
image-0-02-01-6b0ad47f2044f0d4df7cc9af6f0b0fad8edfeb5d1ea202edd2ea2d85266bdabc-v
Poranna mgła nad rzeką

wyczekany wschód słońca

Reklamy